Spędzałyśmy razem całkiem sporo czasu. W ławce na każdej lekcji, praktycznie na każdej przerwie, nawet do kibla chodziłyśmy razem. W końcu to nie bezpieczne miejsce jest. Hermoina poszła sama i co? Zaatakował ją trol!
Potem była studniówka, tuż przed feriami. Przez 2 tygodnie myślałam tylko o tym że chciałabym już umrzeć i nie męczyć się dłużej z tą przeklętą gorączką. A dzięki lekom byłam tak rozkojarzona że co chwile szukałam telefonu / pilota od telewizora bo zwyczajnie zapomniałam gdzie je odłożyłam, co zwyczajnie mi się rzadko zdarza. Fakt że miała do mnie zadzwonić zwyczajnie wyleciał mi z głowy. W beztroskiej nieświadomości udałam się w poniedziałek do szkoły. Wydało mi się dziwne że nie zwraca na mnie uwagi ale jako że jesteśmy podzieleni na grupy tego dnia miałam z nią tylko jedną lekcję. Myślałam że może jest czymś mocno zajęta i tyle.
We wtorek totalnie mnie ignorowała. Udało mi się dowiedzieć tylko że chodzi o studniówkę. Cały wtorek i środę było mi smutno z tym że się do mnie nie odzywa i miałam wyrzuty sumienia za to co zrobiłam.
Następnego dnia obgadywaliśmy koleżankę która mocno się upiła i tutaj odezwała się do mnie 1 raz, w bardzo agresywnym tonie. Sens był mniej więcej taki że powinno się wiedzieć kiedy przestać (tak się składa że ja wiem kiedy sobie odpuścić).
Nie rozumiem, i nie znoszę takiego zachowania. Zamiast powiedzieć w prost co jej leży na sercu po prostu znalazła sobie punkt zaczepienia żeby powiedzieć coś wrednego. Potem już więcej się nie odzywała. Przez cały tydzień usłyszałam od niej tylko kilka słów. Nie da się całkiem nie odzywać kiedy już trzeba coś zrobić razem.
Nie zrobiłam jej nic co mogłoby wywołać tak silną reakcję. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, nie siedzę jej w głowie i nie mam pojęcia jak ona odebrała tą sytuację, ale po rozmowach ze znajomymi i rodziną w różnym wieku i z różnym doświadczeniem uznaliśmy że to ona przesadza. To o co się obraziła to na prawdę była niegroźna pierdoła.
Ona ma czasami różne odpały, często dla zabawy zdarzało jej się zrobić coś co mnie uraziło ale tolerowałam to bo ja też mam swoje prywatne odchyły od normy. Nie obrażałam się na nią, tylko mówiłam co mi się nie podoba, oczywiście nie pozwalałam jej na wszystko bo pewne granice trzeba szanować. Ja nie potrafię się obrażać. Próbowałam kilka razy demonstracyjnie się nie odzywać do kilku osób ale nigdy nie wychodziło dłużej niż parę minut jeśli byłam w tym samym pomieszczeniu co obiekt obrażenia.
Ta sytuacja ma nawet swoje plusy. Łatwiej mi się skupić na lekcjach bez jej gadania.
Chciałam z nią porozmawiać ale zostałam olana. Odpuściłam sobie jakiekolwiek próby kontaktu. Coraz bardziej mnie to irytuje i coraz mniej mi zależy na tym żeby znowu ze mną rozmawiała.
W przyszłym tygodniu mam zamiar oddać krew ale nie wiem co z tego wyjdzie. Zbieram się do tego od stycznia i ciągle coś mi przeszkadza.