sobota, 28 lutego 2015

Kamień u psa

Bardzo długo zajęło mi podjęcie decyzji o czyszczeniu ząbków pod narkozą. Co roku po szczepieniu weterynarz zaglądał mu do mordy i co roku mówił o takiej konieczności i tak to się ciągnęło ok 2 lata. Co mi tam że mój pies ma trochę kamienia na zębach? W sierpniu jego dziąsła już nie wyglądały najlepiej ale nie było tragedii. Zastanawiałam się nad zabiegiem ale było pełno ważniejszych spraw. Ciągle to odkładałam, do czasu aż ostatnio zajrzałam psu do pyska i zobaczyłam straszny widok. Kilka dni później weterynarz usunął mu pięć zębów.
Morał? Kiedy weterynarz mówi ci że psu trzeba wyczyścić zęby to kuźwa grzecznie zapisujesz go na zabieg, czekanie nigdy nie przynosi nic dobrego.
Dzisiaj jest trzeci dzień po zabiegu, dziury po zębach już się zagoiły - jak na psie ;) Odie nie ma żadnego problemu z gryzieniem karmy ani z braniem do pysia o wiele za dużych dla niego zabawek. Tylko patykami na razie nie pozwalam mu się bawić, tak na wszelki wypadek. Dzisiaj pierwszy raz próbowałam mu umyć zęby. Nie był zadowolony i niestety nie wyglądało to tak jak na instruktażowych filmikach. Mamy konflikt tragiczny ani ja ani pies nie zamierzamy ustąpić. Nie chcę mu tego robić na siłę ale nie mogę odpuścić. Szkoda byłoby zmarnować takie fajne efekty ale kiedy on się tak wyrywa i pluje pastą nie mam szans wszędzie dotrzeć ze szczoteczką :( Mam nadzieję że niedługo się przyzwyczai i nie będzie to już dla nas takie nie przyjemne.
Za "karę" jeszcze wieczorem zrobię drugie podejście do mycia psiej paszczy, może pójdzie lepiej. On generalnie nie ma problemu z grzebaniem mu w paszczy samą ręką ale na widok szczoteczki zaciska szczękę a kiedy szczoteczka już znajdzie się w paszczy zaczyna się gryzienie i trzepanie łbem na wszystkie strony :(

sobota, 7 lutego 2015

Akcja dzwonek :D

Piątek. Godzina: 8:30 rano, 2 godzina matematyki. Modlę się żeby matma już się skończyła. Dzwoni dzwonek to wychodzimy na korytarz. Ktoś spojrzał na zegarek a tu jeszcze 15 minut do dzwonka. Mija kilka minut a ten przeklęty dzwonek dalej dzwoni wwiercając mi się w mózg. Kolega wziął miotłę od sprzątaczek i próbował go unieszkodliwić przez walnięcie kijem. Dało to tylko tyle że dyrektor wyszedł ze swojego gabinetu i kazał mu się puknąć w głowę :)
Próbowali wszystkiego co przyszło im do głowy czyli walenie w niego miotłą, wkładanie miotły między dzwonek a ścianę (było przez chwilę ciszej) aż w końcu przynieśli nożyce i po uprzednim wyłączeniu prądu, kolega został oddelegowany do wejścia na drabinę i obcięcia mu kabli. Ciekawe czy w poniedziałek już będzie nowy, czy dalej będzie trzeba pilnować zegarka?

piątek, 6 lutego 2015

Milczenie

Spędzałyśmy razem całkiem sporo czasu. W ławce na każdej lekcji, praktycznie na każdej przerwie, nawet do kibla chodziłyśmy razem. W końcu to nie bezpieczne miejsce jest. Hermoina poszła sama i co? Zaatakował ją trol!
Potem była studniówka, tuż przed feriami. Przez 2 tygodnie myślałam tylko o tym że chciałabym już umrzeć i nie męczyć się dłużej z tą przeklętą gorączką. A dzięki lekom byłam tak rozkojarzona że co chwile szukałam telefonu / pilota od telewizora bo zwyczajnie zapomniałam gdzie je odłożyłam, co zwyczajnie mi się rzadko zdarza. Fakt że miała do mnie zadzwonić zwyczajnie wyleciał mi z głowy. W beztroskiej nieświadomości udałam się w poniedziałek do szkoły. Wydało mi się dziwne że nie zwraca na mnie uwagi ale jako że jesteśmy podzieleni na grupy tego dnia miałam z nią tylko jedną lekcję. Myślałam że może jest czymś mocno zajęta i tyle.
We wtorek totalnie mnie ignorowała. Udało mi się dowiedzieć tylko że chodzi o studniówkę. Cały wtorek i środę było mi smutno z tym że się do mnie nie odzywa i miałam wyrzuty sumienia za to co zrobiłam.
Następnego dnia obgadywaliśmy koleżankę która mocno się upiła i tutaj odezwała się do mnie 1 raz,  w bardzo agresywnym tonie. Sens był mniej więcej taki że powinno się wiedzieć kiedy przestać (tak się składa że ja wiem kiedy sobie odpuścić).
Nie rozumiem, i nie znoszę takiego zachowania. Zamiast powiedzieć w prost co jej leży na sercu po prostu znalazła sobie punkt zaczepienia żeby powiedzieć coś wrednego. Potem już więcej się nie odzywała. Przez cały tydzień usłyszałam od niej tylko kilka słów. Nie da się całkiem nie odzywać kiedy już trzeba coś zrobić razem.
Nie zrobiłam jej nic co mogłoby wywołać tak silną reakcję. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, nie siedzę jej w głowie i nie mam pojęcia jak ona odebrała tą sytuację, ale po rozmowach ze znajomymi  i rodziną w różnym wieku i z różnym doświadczeniem uznaliśmy że to ona przesadza. To o co się obraziła to na prawdę była niegroźna pierdoła.
Ona ma czasami różne odpały, często dla zabawy zdarzało jej się zrobić coś co mnie uraziło ale tolerowałam to bo ja też mam swoje prywatne odchyły od normy. Nie obrażałam się na nią, tylko mówiłam co mi się nie podoba, oczywiście nie pozwalałam jej na wszystko bo pewne granice trzeba szanować. Ja nie potrafię się obrażać. Próbowałam kilka razy demonstracyjnie się nie odzywać do kilku osób ale nigdy nie wychodziło dłużej niż parę minut jeśli byłam w tym samym pomieszczeniu co obiekt obrażenia.
Ta sytuacja ma nawet swoje plusy. Łatwiej mi się skupić na lekcjach bez jej gadania.
Chciałam z nią porozmawiać ale zostałam olana. Odpuściłam sobie jakiekolwiek próby kontaktu. Coraz bardziej mnie to irytuje i coraz mniej mi zależy na tym żeby znowu ze mną rozmawiała.
W przyszłym tygodniu mam zamiar oddać krew ale nie wiem co z tego wyjdzie. Zbieram się do tego od stycznia i ciągle coś mi przeszkadza.

wtorek, 27 stycznia 2015

Koszmar na jawie

Jestem u babci, jest noc. Mózg mam załadowany strasznymi historyjkami czytanymi z nudów. Powoli zasypiam przed telewizorem oglądając "the walking dead" . Odwracam się twarzą do ściany z zamiarem zaśnięcia. Pęcherz ma inne plany, no trudno, idę do łazienki. W pokoju u dziadków już ciemno. Robię co miałam zrobić, gaszę za sobą światło. Ogarnia mnie lekki niepokój ale to nic, nigdy nie czułam się dobrze w tym pomieszczeniu po ciemku*.  Próbuję zamknąć drzwi, czuję że COŚ sprawia mi opór. Porządnie wystraszona domykam drzwi na chama, cisnąc je z całej siły. Cokolwiek to jest lepiej żeby nie wylazło. Udało się. Racjonalna część umysłu podpowiada mi co to może być. Oczywiście ją ignoruję. Jeszcze tylko kilka kroków i jestem bezpieczna za drzwiami swojego pokoju. Udało się. Spodnie dziadka, które spadły z haczyka mnie nie zeżarły.
Nikt nie potrafi zrobić mi większej shizy niż ja sama :D

* Dłuuuugi i ciemny przedpokój, od dziecka trochę się go boję

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Chrzanić tytuł...

Przy pierwszym podejściu dosyć długo zastanawiałam się jaki nadać tytuł  pierwszemu wpisowi na tym blogu. Siedziałam i myślałam, i nic nie przychodziło mi do głowy. Wszystko co piszę zaczynam od tytułu, często nic mi wtedy nie przychodzi do głowy, włącza mi się jakaś blokada. Dlatego tym razem zamiast siedzieć godzinę nad tytułem tego wpisu skupię się na nim samym.

To jest mój pierwszy blog. Wcześniej kilka razy próbowałam prowadzić pamiętniki tylko dla siebie ale szybko się zniechęcałam. Mam nadzieję że mój blog komuś się spodoba i tutaj znajdę motywację do pisania. Nowe wpisy będą pojawiać się niezbyt regularnie, nie chcę pisać niczego na siłę bo to nigdy dobrze nie wychodzi, ale postaram się pisać dosyć często.

Trochę o mnie:
Nazywam się Agata, mieszkam w nie zbyt dużym, ale też nie malutkim mieście gdzieś w Polsce ;). Od ponad pięciu lat jestem szczęśliwą właścicielką małego pso podobnego stworzonka o imieniu Odie. Kocham zwierzęta, lubię robić różne rzeczy ale żadnej z nich nie nazwałabym swoją pasją. Mam 19 lat w tym roku kończę szkołę średnią i zdaję maturę (na starych zasadach) a kompletnie nie mam pojęcia co będę robić dalej, na studia mnie w ogóle nie ciągnie, do pracy też nie mam ochoty jeszcze iść. Jestem bardzo nie zdecydowaną osobą jeśli chodzi o moją przyszłość ;)