Jestem u babci, jest noc. Mózg mam załadowany strasznymi historyjkami czytanymi z nudów. Powoli zasypiam przed telewizorem oglądając "the walking dead" . Odwracam się twarzą do ściany z zamiarem zaśnięcia. Pęcherz ma inne plany, no trudno, idę do łazienki. W pokoju u dziadków już ciemno. Robię co miałam zrobić, gaszę za sobą światło. Ogarnia mnie lekki niepokój ale to nic, nigdy nie czułam się dobrze w tym pomieszczeniu po ciemku*. Próbuję zamknąć drzwi, czuję że COŚ sprawia mi opór. Porządnie wystraszona domykam drzwi na chama, cisnąc je z całej siły. Cokolwiek to jest lepiej żeby nie wylazło. Udało się. Racjonalna część umysłu podpowiada mi co to może być. Oczywiście ją ignoruję. Jeszcze tylko kilka kroków i jestem bezpieczna za drzwiami swojego pokoju. Udało się. Spodnie dziadka, które spadły z haczyka mnie nie zeżarły.
Nikt nie potrafi zrobić mi większej shizy niż ja sama :D
* Dłuuuugi i ciemny przedpokój, od dziecka trochę się go boję
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz